poniedziałek, 5 lutego 2018




Wspinając się po schodach do mieszkania Temari zaczęła tradycyjnie prowadzić monolog wewnętrzny. Uwielbiała gadać sama do siebie, ha! Zawsze to rozmowa na poziomie, a rzucane żarty są wręcz genialne!
Alpinistka się znalazła, cholera. Mieszkaj sobie na tym ostatnim piętrze w bloku bez windy, łachudro. A żebyś na zawał padła, pomiocie szatana. A mówiłam weź to na parterze, ładniejsze, nawet ma balkon! To nie! Musiała mi to zrobić. 
Każda wyprawa do mieszkania blondynki kończyła się zadyszką. Sakura w chwili refleksji aż zaczęła współczuć wszystkim kurierom tachającym paczki pod drzwi szanownej pani policjantki.
Wyobrażam sobie juz typka z DHL w tej jego żółtej koszulce. Albo listonosza. Przecież mojemu się nie chce podejść pod moje drzwi i rzuca mi tymi awizami na prawo i lewo, a jej to w ogóle może nawet awiza nie dostarczyć!
Kiedy wreszcie doczołgała się pod numerek dwudziesty trzeci była w stanie przedzawałowym. Ze wstydem stwierdziła, że lata obżarstwa i sporadyczne picie Seksów na Plaży i innych Krwawych Mery źle wpłynęło na jej kondycję - nie miała przecież siedemdziesięciu lat!
Odczekała chwilę, uspokajając oddech.

- Szczerze mówiąc, nic mnie już nie zdziwi. Powiesz mi, że kupiłaś sobie Lamborghini, a ja łyknę to jak pelikan - mruknęła, zapadając się mocniej w poduszki kremowej kanapy. Wbiła wzrok w blondynkę, która dopiero co skończyła czytać notatki ze swojego telefonu.
- No proszę, a myślałam, że to jakkolwiek cię ruszy. Jestem zawiedziona! - westchnęła Temari. - Może napijesz się czegoś mocniejszego niż kawa?
- Na litość, nie rób ze mnie alkoholiczki. Jak zaczną mi się ręce trząść to mogę pomarzyć o bloku operacyjnym.
Zapadła cisza przerywana jedynie tykaniem zegara.
No to wpakowałam się, o, albo zostałam wpakowana w niezłe bagno. A było pomagać, no było? I co ja mam teraz z tym całym guano zrobić? Ja nie jestem super agentką, nawet nie umiem szybko ziemniaków obierać!
 - No i co o tym myślisz? - przerwała cisze Temari.
 - O tym czego się dowiedziałaś? Chce mi się śmiać. Chce mi się śmiać, bo to jest jakiś chory żart całego wszechświata wobec mnie. Zjawia się Uchiha...wszystko się wali. No dosłownie wszystko. Stare demony wracają, przeszłość odgrywa się na nowo, a ja nie chcę się z tym wszystkim jeszcze raz mierzyć.
- Tak trochę nie masz wyboru - zauważyła bardzo inteligentnie blondynka.
- Co ja mam teraz z tym wszystkim zrobić? - jęknęła rózowowłosa. - Ja nie mam czasu na granie w filmie akcji na żywo. To musi być jakaś ukryta kamera.
- Na twoim miejscu wyjechałabym na odludną wyspę, zmieniła nazwisko, twarz i kolor włosów. Tak, a najlepiej poprosiłabym o ochronę swoją najlepszą przyjaciółkę i z nią piłabym drinki na plaży. Wtedy byłabym bezpiecznia. Ale to twoja decyzja, twoje życie...
No właśnie. Jej życie. Tylko, że od pewnego czasu to wszystko za nic nie przypominało ułożonego planu Sakury. I chyba już tak pozostanie, że z całego wyobrażenia o tym jak zdobywa tytuł, ratuje ludzi i nieźle zarabia pozostaną tylko zgliszcza.
 - No to co zrobisz, kiedy się na niego natkniesz? - zapytała Temari zupełnie bez ogródek. Lubiła mówić prosto z mostu, to nie w jej zwyczaju chować się za aluzjami i metaforami.
- A co mam zrobić? No minę go, prawda? A poza tym i tak ma zakaz zbliżania się, co? - burknęła różowowłosa, dopijając kawę. - Czas na mnie. Jakbyś się czegoś dowiedziała to będę...- ugryzła się w język w odpowiedniej chwili.
- Będziesz co? - Błysk zaintrygowania już wesoło tańczył w brązowych oczach blondynki.
- No...w okolicy. Zgadamy się.

No właśnie, gdzie będę? Do mieszkania średnio mogę wrócić, rodziców i małej nie mogę w to wciągać ani Temari ani Hinaty. Zresztą Obie mają facetów i swoje życie, na co im taki człowiek jak ja, jeszcze ścigany przez mafioso. Pokręciła głową z politowaniem.
Nie mam też wystarczająco dużo pieniędzy na to żeby wynająć inne mieszkanie, a miejsca w akademiku już dawno są wyczerpane. Przystanęła na chwilę mocniej owijając się szalem.
Miała dwie opcje wyboru. Własne mieszkanie, które niedawno zostało przez dosyć oględnie mówiąc paskudnych opryszków odwiedzone lub też mieszkanie, a raczej apartament tego czarnowłosego wkurzającego pięknisia. Westchnęła ciężko, a ludzie śpieszący się do pracy lub szkoły wymijali ja z cichym przekleństwem na ustach.
Westchnęła jeszcze raz tym razem głośnie, po czym zawróciła i pełna determinacji rozpoczęła szybki marsz.

Była jak zwykle bardzo zauważalna w tłumie. Mimo niskiego wzrostu kolor jej włosów wyróżniał się mocno w czerniach, brązach i szarościach które tworzyły zlane ze sobą kolory płaszczów i włosów przechodniów.
Zwykle też wyróżniała się w tle swoim ubiorem. Błękitny płaszcz przeciwdeszczowy, kremowe spodnie i wysokie kalosze w różowe flamingi. Do tej pory pamiętał, kiedy pierwszego dnia studiów wyłoniła się z tłumu, mając głęboko w nosie opinie i śmiechy innych z jej dziwacznego doboru kolorów.
Zapamiętał to jak z westchnięciem rozejrzała się po dziedzińcu, szukając w tłumie znajomej twarzy. Lubił obserwować ludzi kiedy ci byli najbardziej naturalni w swoim zachowaniu. Dziewczyna mlasnęła poirytowana, po czym wyjęła z kieszeni telefon i zadzwoniła do kogoś.
Zaintrygowała go marszcząc nos kiedy oczekiwała na połączenie. Zaintrygowała go kolorem włosów i doborem cienia na powiekach.
I już wiedział, że nie odpuści. Postanowił się do niej zbliżyć i poznać ją.

Teraz, po tylu latach stał po drugiej stronie ulicy nie łamiąc sądowego zakazu zbliżania się i z uśmiechem na ustach przyglądał się jak zdmuchuje z czoła zbłąkany kosmyk włosów i szczelniej otula się brązowym płaszczem. Sięgnął do kieszeni wyjmując z niej pogięte zdjęcie. Przedstawiało JĄ i jego ściśniętych na kanapie jednej z jej koleżanek i roześmianych od alkoholu do łez. Uśmiechnął się pod nosem, po czym ruszył w tylko sobie znanym kierunku. W końcu przecież nie zbliży się na mniej niż na dwa metry. Prawda?


Pukać, czy nie pukać. Oto jest pytanie. Stała tak przed wielkimi drzwiami do wieżowca kompletnie nie znając kodu do domofonu ani nawet nie mając pojęcia co tak właściwie tutaj robi. Porywała się z motyką na słońce, w końcu Uchiha mógł wyrzucić ją na zbitą rzyć gdy tylko dowie się, że jest pod drzwiami jego domu.
- A ty czego tutaj szukasz? Zmiataj! - warknął ochroniarz pojawiając się znikąd za jej plecami. Podskoczyła, wyrwana z głębokiego zamyślenia po czym przybrała najbardziej przymilny wyraz twarzy na jaki było ją stać i powoli odwróciła się do mężczyzny.
- Dzień dobry panu, szukam mojego przyjaciela. Mieszka na ostatnim piętrze, nazywa się Sasuke Uchiha. Czy jest może w domu? - zapytała ostrożnie, zaciskając i rozluźniając pięści.
- Dziewczyno słuchaj, nie ty jedna go szukasz. Mogę polecić ci dobra klinikę...
- Chyba pan sobie ze mnie kpi. I od kiedy jesteśmy na ty? Brudzia to razem nie piliśmy, co? Na tyczki razem nie chodziliśmy, prawda?! - warknęła, zmieniając całkowicie swoją postawę. Przeklęty dupek Uchiha. Ma problem z utrzymaniem czegoś w spodniach i oto są efekty!
Posiwiały mężczyzna lekko cofnął się zaskoczony jej nagłym wybuchem. kaszlnął, prostując się, po czym spojrzał jeszcze raz na dziewczynę, wróć! Kobietę.
- Tak czy tak, nie mogę pani wpuścić - stwierdził, akcentując przedostatnie słowo. Sakura prychnęła, po czym wyjęła telefon.
Zawahała się. A jak nie odbierze? Na pewno nie odbierze.
Wzięła głęboki oddech i na oczach grubiutkiego ochroniarza wykonała telefon.
I odebrał, cholera odebrał. Po trzech sygnałach usłyszała jego poirytowany głos po drugiej stronie i zaniemówiła.
- Cześć, Uchiha. Jest tutaj ze mną bardzo miły pan, który właśnie zaproponował mi skrobankę, co jest niezgodne z prawem. Powiesz mu ładnie, żeby wpuścił mnie do twojego mieszkania? - zapytała z jadem, jednocześnie uśmiechając się do zbladłego ochroniarza.


Wróciłam. Po wielu zawirowaniach losu, ale jestem i nigdzie się nie ruszam. Krótko, ale musiałam przerwać tutaj, bo inaczej nie wyglądałoby to dobrze.  Wybaczcie tak długą nieobecność. Obiecuję się poprawić, ale chyba nie zostałam stworzona do pisania bardzo długich rozdziałów. Wiele razy zabierałam się za ten rozdział, ale też wiele razy nie mogłam wrócić na dawne tory : kto z kim, kiedy, gdzie, po co...
Mam nadzieję, że niczego nie przeinaczyłam, niż to było poprzednio. Jeśli tak, wytknijcie mi błędy.

Buziaki. MY.

Ps. Czy tylko mi się wydaje czy może blog stracił aspekt humorystyczny i stał się poważniejszy?







Szablony