piątek, 5 maja 2017


Obserwowała go z błyskiem szaleństwa w oczach. Wiedziała, że należy do niej od chwili kiedy pierwszy raz go zobaczyła. Musiała go mieć.
Z rozanielonym uśmiechem na ustach sięgnęła po butelkę koniaku z najwyższej półki. Mogła zaszaleć, w końcu awans nie zdarza się jej codziennie. Nucąc pod nosem włożyła alkohol do koszyka i ruszyła do kasy.
Od kilku dni uczucie ciągłej obserwacji nie opuszczało jej na krok. Ewidentnie ktoś za nią łaził, ją ciekawiła przyczyna całego tego zainteresowania jej osobą.
Temari spokojnie wyjęła portfel z torebki, po czym dyskretnie rozglądnęła się po sklepie. Jakaś staruszka kupująca kocie żarcie, mężczyzna śpieszący się zapewne do domu, lub na druga zmianę, oraz wysoki szatyn z blizną na lewym policzku. Nie wyglądał na stałego bywalca delikatesów, nie miał koszyka, wstąpił tutaj jedynie po wodę. Kiedy ich oczy się spotkały uśmiechnął się i nie odwrócił wzroku. Jeszcze chwilę obserwowała go, po czym przeniosła swoje tęczówki na młodego kasjera.
Musiała czym prędzej porozmawiać z Sakurą.

- Ale z ciebie smutna kluska, Sasuke! - zawołała, opróżniając kolejny kieliszek. Alkohol działał świetnie na nerwy, a twierdza ze stali i szkła świetnie chroniła ich oboje, więc czas się rozluźnić. Znalazła piękną bursztynową butelkę szkockiej, wyjęła sobie szklaneczkę i usiadła na sofie. Tak jak w Audi zapadła się w miękkie wypełnienie fotela. Westchnęła, nalewając sobie kolejkę. Czuła wzrok Uchihy na sobie, lecz najzwyczajniej w świecie zignorowała go, biorąc pierwszy łyk ze szkła.
Szkocka przyjemnie rozgrzała jej przełyk i połaskotała żołądek.  Trójkątna buteleczka wyglądała ślicznie w jej mniemaniu.
- A wiesz czemu? - zapytała, przenosząc wzrok z butelki na właściciela alkoholu. Sasuke zmarszczył brwi, po czym opadł na krzesło barowe.
- Nie, nie wiem czemu ze mnie smutna kluska. Czemu ze mnie smutna kluska Sakura? - zapytał z sarkazmem, kończąc trzecią już kawę. Czarny płyn niedługo wypełni mu żyły.
- Bo widzisz, moje mieszkanie jest śliiiczne! - Uniosła głos, sięgając po szklankę. Była odrobinę wstawiona, jej humor się poprawił, a cały świat wydawał się śmiać się do niej szczerze. - A u ciebie - smutno, buro, szaro, ponuro. Brakuje tu kobiecej ręki.
Jego brew powędrowała pod włosy. Instynkt przetrwania nakazywał jej zamknąć jadaczkę, póki jeszcze żyje, ale różowowłosa uroczo go zignorowała.
- No, ja nie mówię, że nikogo nie masz. Ale nie masz nikogo na stałe, kto zapuści tu korzenie i pozmienia krajobraz. No wiesz, wpuści tu życie - mruknęła.
Nie rozumiała dlaczego ani starszy, ani  młodszy brat są wolni. Itachi był świetnym facetem - dowcipny, mądry i wygadany.
Jej rozważania zakłóciło łomotanie do drzwi. Nie tylko drzwi łomotały - jej serce zaczęło bić jak szalone. Przyszli po nich. Zerwała się na równe nogi, rzucając Sasuke zszokowane spojrzenie. Alkohol z jej organizmu ulotnił się w trymiga.
- Mieliśmy tu być bezpieczni - powiedziała bezgłośnie, ruszając w stronę drzwi. Brunet w trzech szybkich krokach dotarł do niej, chwytając ją boleśnie za nadgarstek - Ja pójdę.
Ruszyła do aneksu kuchennego szukając noży - w końcu na każdym filmie akcji jest jakaś fajna scena z nożami, a bohaterowie rzucają się nimi jak ninja.
Łomotanie nie ustawało. Coś za drzwiami usilnie próbowało dostać się do środka. Dłon Sasuke spoczywała na klamce już kilka sekund. Kiedy w końcu miał sięgnąć do zamka wszystko ustało. Nastała cisza.
- Zerknij przez judasza - szepnęła Sakura materializując się tuż obok Uchihy.
Zrobił to co nakazała, ale za drzwiami było zupełnie pusto, nie licząc bambusa w doniczce stojącego w swoim zwyczajowym miejscu. Uniósł brew, przyciskając mocniej twarz do wizjera.
- No i? - zapytała różowowłosa, zaciskając dłoń na trzonku noża do filetowania.
- Pusto - powiedział  na głos, odwracając się przodem do niej.


- Nie mówiłeś, że tu straszy - sapnęła, kończąc wyjadać  chińszczyznę. Kuchnia Sasuke była zupełnie nie używana, chyba że chodziło o ekspres, który był eksploatowany najmocniej. Z racji pięknych garnków ze stali nierdzewnej i pustki w lodówce nie miała wyjścia i musiała zamówić jedzenie na wynos, aby nie padli śmiercią głodową. Zastanawiające było to, ze Sasuke miał gosposię, która gotowała mu domowe obiadki, a mimo to jedna z szuflad w kuchni była sowicie wypełniona ulotkami restauracji fast food.
- Bo nie straszy - mruknął, wciągając makaron.
- Wiesz o co mi chodzi.
Mruknął znów, odstawiając pusty pojemnik na blat.
- Co teraz, Uchiha? Masz jakiś plan na to, żebym mogła wrócić do siebie, czy będziemy czekać jak trusie, aż po nas przyjdą?
Mężczyzna przymknął powieki, rozsiadając się wygodniej w fotelu. Nigdy nie był w takiej sytuacji, nigdy nie pozwolił, aby w jego porachunki kogoś wciągnięto. Zawsze sam walczył z Suigetsu i jego szemranymi interesami, niejednokrotnie wypadał na pysk z baru na Plantach. Chronienie kogoś było mu aż za dobrze znane, lecz chronienie osób, które Suigetsu obrał na celownik i które były powiązane z prywatnym życiem Sasuke było mu zupełnie obce.
Haruno widziała jak brunet głowi się nad odpowiedzią. Było kilka kwestii, które nie dawały jej spokoju. Pierwszą z nich był tajemniczy lekarz. Kolejną był jej wypad do "Hebi". Ostatnią z nich były tajemnice otaczające Uchihe. Była pewna, że poznanie odpowiedzi chociaż na część pytań sprawi, że nie będzie już taka naiwna i bezbronna.
Westchnęła, zapadając się w miękkiej sofie. Siedziała właśnie w mieszkaniu swojego wroga, jadła z nim posiłek, próbowała rzucać żartami, a to wszystko przez to, że opatrzyła jego rany kiedy przywlókł się stłuczony na kwaśne jabłko pod jej drzwi.
Szaleństwo.
Wybuchnęła śmiechem, przyciągając jego uwagę. Zawiesił na niej dwoje czarnych oczu. Kącik ust poszedł mu znacząco w górę.
Sakura klasyfikowała się do wariatkowa. Niestety została postawiona w takiej sytuacji, w której jedynym wyjściem była pomoc brunetowi. Nie mogła się już z tego wypisać i żałowała tej chwili dobroci wobec niego. On nie miałby skrupułów zostawić ją pod drzwiami swojego zamczyska i siąść w spokoju do kolacji, wiedząc o wykrwawiającej się Haruno.
Był przecież zimny i arogancki, od zawsze taki był. Wyrachowanie wyniósł z domu Uchiha.
- Z czego się śmiejesz, kretynko? - zapytał, nadal się uśmiechając. Nie wydawał się taki zły. To pewnie dlatego, ze jest najedzony i nie ma ochoty pożerać każdego na swojej drodze, pomyślała.
- Z tego absurdu - odpowiedziała. - Siedzę z największym skurwielem jakiego znam, w jego mieszkaniu i właśnie zjadłam z nim kolację. Nadaję się na druga stronę lustra, Kapeluszniku. Zbzikowałam! Kompletnie mi odbiło, szajba, palma i wszystkie inne określenia tego, że ześwirowałam.
Zmrużył oczy, wpatrując się w nią. Jak na szaloną osobę wydała mu się zbyt normalna z wyglądu. Ale przecież z filmów wiadomo, że piękni ludzie częściej wariują.
- Masz opłacić mi piękny szpital, taki z ładnymi widokami. I niech ludzie z oddziału będą mili. Najlepiej piękni chłopcy!
- Lepiej zastanówmy się, co teraz - uciął jej wywód o stanie psychicznym, nachylając się nad stolikiem do kawy.
- Właśnie, muszę ci coś pokazać - powiedziała, wstając z mebla. Śledził każdy jej ruch kiedy podchodziła do wieszaka na ubrania i zanurzyła swoją rękę w kieszeni kurtki. Sasuke zmarszczył brwi kiedy wyjęła z niej pomiętą kartkę.
- Masz - oznajmiła, podając mu świstek.
- Litość to zbrodnia. Najniebezpieczniejszy wróg to taki... - czytał.
-...którego nikt się nie spodziewa - dokończyła jego słowa. Znała zawartość "listu" na pamięć. Chyba już na stałe wyrył się w jej głowie.
- Kiedy to znalazłaś?
- Wleciało razem z kamieniem w moją szybę. Nie wiem za bardzo co teraz, ale mam zaufaną policjantkę i...
- Nie - warknął, mnąc kolejny raz biedny papier w dłoni.
- Ale ona jest... - Próbowała kolejny raz dojść do głosu.
- koniec. Żadnej policji! - krzyknął, wstając z kanapy.
- Nie rozumiem czemu cię to tak złości! Zupełnie nic nie rozumiem. ja wiem, że wy Uchiha! - Sakura wstała, podchodząc do Sasuke. - Wy, Uchiha jesteście uprzedzeni do policji, wasz honor czy tam ego nie pozwala poprosić służb o pomoc, ale na litość boską! Przestań być takim zadufanym w sobie dupkiem!
- Nic o mnie nie wiesz - stwierdził z żalem, chowając urazę w oczach.
- To mi, cholera, powiedz! Ciągle się ukrywasz, markujesz każdą swoją decyzję, ale siedzimy w tym razem, Sasuke. Czy tego chcesz, czy też nie, ja też jestem w to zamieszana i już ci to mówiłam, musze wiedzieć więcej! Co mi ze szczątkowej wiedzy? No właśnie - nic.
- Zawsze mogłaś mi nie pomóc. Nikt ci nie kazał Matko Tereso.
Wybuchnęła. Miała dosyć wyniosłości o karych oczach.
- Świetnie. Żegnam - syknęła, biorąc kurtkę. Tuz przed drzwiami zatrzymała się i wróciła po kartkę, wyrywając mu ją z dłoni. - To moje.
Opuściła mieszkanie, zmierzając na najbliższy przystanek autobusowy. Kompletnie nie znała tej części miasta, więc szła na ślepo. Głupi gbur, nie widzi nic więcej niż czubek własnego nosa! Świetny sprzymierzeniec, nie ma co!
Zerknęła n a wyświetlacz swojego telefonu. Przeraziły ją dwie rzeczy - trzy nieodebrane połączenia od Temari oraz godzina - nie miała szans na złapanie autobusu. Świtało, więc wybrała numer i pokierowana mapą miasta ruszyła do mieszkania przyjaciółki.
Jak na złość blondynka nie odbierała, ale nie było się co dziwić - w końcu nie zawsze ktoś dzwoni do ciebie o piątej rano w wolny dzień. A jeśli dzwoni - zrzucasz go do odmętów Tartaru, wyłączając telefon. Haruno westchnęła opatulając się mocnej kurtką, po czym z determinacją przyśpieszyła kroku mając nadzieję na szybkie dotarcie do Mieszkania No Sabaku.

Długo to trwało, wyrzuciłam połowę rozdziału, skasowałam potem całość, napisałam od nowa, trzy razy zmieniłam koncepcję po drodze i w końcu jest! Krótki i mdły, robiący grunt na 23 rozdział. Planuję skończyć wszystko na 30 rozdziale, nie wiem jak to wyjdzie. Na pewno teraz rozdziały będą większe objętościowo i akcja zrobi się płomienista. Koniec z lekką tematyką. Czas dowiedzieć się trochę o bohaterach pobocznych, zrobić małe wariacje rodzinne, może skrzywdzić kogoś, zobaczymy :)
Jak zawsze czekam na komentarze i całuje mocno
MY.




14 komentarzy:

  1. 😞 rozdział za krótki ale cieszę się że teraz będą dłuższe. Kolejny rozdział za dwa tygodnie? 😭

    OdpowiedzUsuń
  2. 🙁 smutno mi bo czekałam na rozdział a nie dodałasz

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy rozdział już nie mogę się doczekać

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, kurczę trzymasz w napięciu, podoba mi się taka wersja Sakury jaka u Ciebie się prezentuje jest podobna, nawet bardzo, do oryginału. 😀Kiedy rozdział ? 😀

    OdpowiedzUsuń
  5. Za ile kolejny rozdział? ��

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy rozdział ? ile jeszcze trzeba czekać ? porzuciłaś bloga ?

    OdpowiedzUsuń

Szablony